Są w mieście pomniki i rzeźby, które mijamy obojętnie. Ale są też takie, które – choćby nie wiem jak dziwne – wbijają się w pamięć. Do tej drugiej kategorii należy kruk Łukasza Trusewicza. Ptak, który miał być groźny, monumentalny, a wyszedł… cóż, bardziej jak wesoła dekoracja do placu zabaw. I właśnie ta wesoła dekoracja przechodzi teraz gruntowną kurację odmładzającą.
Okazuje się, że ptaszysko przez lata nieco się posypało. Pęknięcia, wilgoć w środku, jakby zamiast skrzydeł miał gąbkę do naczyń. Zanim więc ktoś chwyci za pędzel, trzeba go najpierw posklejać i połatać. Dopiero wtedy dostanie nowe barwy. A że ma być tęczowy, to już inna historia. Kto wie, może w końcu zamiast udawać czarnego kruka stanie się prawdziwą maskotką Strefy Aktywnego Wypoczynku.

Kruk w kolorach tęczy...
Cała operacja kosztuje kilkanaście tysięcy złotych, ale tym razem obywatelski portfel może spać spokojnie. Rachunek pokrywa ubezpieczenie – rzadki przypadek, kiedy to nie podatnik dokłada się do miejskich atrakcji.
Sam kruk ma zresztą ciekawą biografię. Pierwotnie planowano go umieścić na wieży Bismarcka, ale był za ciężki, za duży i – jak mówili mieszkańcy – trochę za bardzo „nie-krukowy”. Ostatecznie w 2018 roku wylądował tam, gdzie jest do dziś – przy placu zabaw. Teraz dostaje swoje „trzecie życie”.
Pozostaje tylko mieć nadzieję, że herbowy gryf nie pójdzie w ślady kruka i nie zapragnie nagle tęczowych piór. Niech zostanie przy swoich barwach – najlepiej w duecie z jesiotrem, który też raczej nie potrzebuje nowej stylizacji.
